Gabrysia

Bez Wyjątków

Bezwarunkowa miłość

Lekarka wprost zasugerowała pani Oli „zakończenie ciąży”, ponieważ Gabrysia miała się urodzić z zespołem Downa. Dziś dziewczynka ma 3,5 roku i… wbrew przewidywaniom lekarzy jest zdrowa.

Dom pani Oli i jej męża jest zdomi­nowany przez kobi­ety. – Mamy pięć córeczek – mówi z uśmiechem pani Ola. Gdy zaszła w ostat­nią ciążę mieli cztery dziew­czyn­ki, z których najmłod­sza miała sześć lat a najs­tarsza dwanaście.
Dokładne badanie
W cza­sie jed­nej z wiz­yt w gabinecie gineko­log­icznym lekarz namówił panią Olę na niein­wazyjne badanie pre­na­talne. – Miałam wtedy 43 lata, więc wyjaśnił mi, że z racji mojego wieku przysługu­je mi ono bezpłat­nie. Powiedzi­ał, że otrzy­mam dokładne, gene­ty­czne USG i podał mi adres ośrod­ka w Krakowie, w którym mogę je wykon­ać – wspom­i­na pani Ola.
Badanie zostało zle­cone przez lekarza, by wykryć ewen­tu­alne wady roz­wo­jowe dziec­ka w łonie mat­ki, ponieważ wraz z wiekiem kobi­ety rośnie praw­dopodobieńst­wo tego, że urodzi się ono chore. USG pre­na­talne i wyni­ki testów bio­chemicznych pozwala­ją doświad­c­zone­mu lekar­zowi na zauważe­nie pewnych odstępstw od normy roz­wo­jowej u dziec­ka. Mogą być one początkiem dal­szej diag­nos­ty­ki i w razie potrze­by spowodować wdroże­nie odpowied­niego leczenia po nar­o­dz­i­nach dziec­ka lub, jeśli jest to możli­we, jeszcze przed nimi. Mogą również w określonych prawem przy­pad­kach stanow­ić nieste­ty wskazanie do aborcji.
Pani Ola wzięła skierowanie i umówiła się na wiz­ytę w ośrod­ku pole­conym  przez lekarza. Była ciekawa, jak będzie wyglą­dać USG gene­ty­czne, ponieważ w cza­sie wcześniejszych ciąż nie robiła sobie takiego bada­nia. – Pani dok­tor, która wykony­wała USG, nie powiedzi­ała nic, co by mnie zaniepokoiło. Jej zdaniem dziecko rozwi­jało się praw­idłowo – opowia­da pani Ola. Za namową lekar­ki poszła jed­nak jeszcze na pobranie krwi, by wykon­ać test pod­wójny (PAPP‑A). Wykonu­je się go między 11. a 13. tygod­niem ciąży z krwi mat­ki. Pozwala on zmierzyć mark­ery zespołu Patau, zespołu Dow­na oraz zespołu Edwardsa.
„Nie ma dobrych wiadomości”
Po kilku dni­ach zadz­wonił tele­fon. Pani Ola usłysza­ła w słuchaw­ce, że jeszcze tego samego dnia ma przy­jechać do ośrod­ka w związku z wynikiem jej bada­nia. – Gdy próbowałam się dowiedzieć, o co chodzi, nie udzielono mi infor­ma­cji. Nie miałam opie­ki dla pozostałych dzieci, więc nie dałam rady od razu pojechać do lekarza. Umówiłam się na kole­jny dzień – mówi pani Ola, dla której przy­jazd do Krakowa wiązał się z dwu­godzin­ną podróżą autobusem.
Pojechała po wynik z duszą na ramie­niu. Była bard­zo zden­er­wowana. Całą drogę zas­tanaw­iała się nad tym, dlaczego tak pil­nie została wezwana do lekarza. Pani Ola: – Na miejs­cu pani dok­tor poin­for­mowała mnie, że nie ma dla mnie dobrych wiado­moś­ci. Bada­nia wskaza­ły na bard­zo duże praw­dopodobieńst­wo tego, że moje dziecko urodzi się z zespołem Dow­na. Wynosiło ono aż 1:17.
Szok
Następ­nie lekar­ka zasug­erowała wyko­nanie amniop­unkcji (inwazyjne badanie diag­nos­ty­czne, które pole­ga na nakłu­ciu igłą jamy owod­ni), ale pani Ola się na nią nie zgodz­iła. Bała się, że coś mogło­by się stać dziecku lub że mogła­by je nawet stracić. Pani Ola: – Lekar­ka wprost powiedzi­ała mi, że po wyko­na­niu amniop­unkcji będę mogła zakończyć ciążę, bo wiado­mo, że to chore dziecko. Powołała się na ustawę. Podała konkretne para­grafy. Usłysza­łam, że to ostat­nie dni, gdy będę mogła dokon­ać legal­nej abor­cji. Poczułam się, jak­by mnie ktoś moc­no uderzył czymś w głowę.
Pani Ola w żaden sposób nie zareagowała na słowa lekar­ki. Nie mogła zrozu­mieć, że pani dok­tor może mówić o zabi­ciu dziec­ka, uży­wa­jąc słów „zakończe­nie ciąży”. Wyszła z gabi­ne­tu. Po chwili ochłonęła. Przy­pom­ni­ała sobie, że jej cio­cia ma dziecko z zespołem Dow­na. Pomyślała, że może w związku z tym praw­dopodobieńst­wo tego, że sama urodzi chore dziecko, jest więk­sze. Gdy wró­ciła do domu, zaczęła czy­tać o teś­cie PAPP‑A. Dowiedzi­ała się, że nie daje on pewnych wyników. Zaczęła żałować, że zgodz­iła się na badanie krwi.
Pogodze­nie
Jak sobie radz­iła z niespodziewaną niepomyśl­ną diag­nozą dziec­ka, które rozwi­jało się w jej łonie? Pani Ola: – Dużo czy­tałam o zes­pole Dow­na. Chci­ałam jak najwięcej o nim wiedzieć, żeby móc pomóc swo­je­mu dziecku, gdy­by okaza­ło się, że urodzi się niepełnosprawne. Szukałam ośrod­ków, w których mogło­by się ono leczyć i różnych ter­apii dla niego. Znalazłam na Face­booku mamy, które urodzi­ły dzieci z tym zespołem. Poz­nawałam ich historie.
Wszys­tko to spraw­iło, że pani Ola się uspokoiła. Pogodz­iła się z tym, że córecz­ka może nie być zdrowa. Cieszyła się nawet, że bada­nia nie ujawniły żad­nej poważniejszej wady np. ser­ca. – Poukładałam sobie wszys­tko w głowie. Myślałam tak, że jeśli Gabrysia urodzi się zdrowa, to super, dzię­ki Bogu, w prze­ci­wnym razie jakoś sobie poradz­imy i pode­jmiemy wyzwanie wychowa­nia chorej córecz­ki – opowia­da pani Ola i szcz­erze wyz­na­je, że do koń­ca ciąży towarzyszył jej niepokój, choć nie w każdej min­u­cie dnia i nie codzi­en­nie. Poprosiła o mod­l­itwę zna­jomych z różnych wspól­not. O diag­nozie lekarskiej wiedzi­ał tylko jej mąż. Nie chcieli o niej z nikim rozmawiać.
Zaskocze­nie
W dniu poro­du wszys­tko potoczyło się nad­spodziewanie szy­bko. Małżeńst­wo led­wie zdążyło dojechać do szpi­ta­la. Położ­na musi­ała błyskaw­icznie dzi­ałać. Później powiedzi­ała rodz­i­com, że to pier­wsze dziecko, które zła­pała bez rękaw­iczek, bo nie było cza­su na ich zakładanie z uwa­gi na to, że Gabrysia się już rodz­iła. Pani Ola: – Po porodzie lekarze podali mi córeczkę. Przy­tuliłam ją. Wtedy w ogóle nie myślałam o tym, czy jest cho­ra. Zapom­ni­ałam o diag­nozie lekarskiej. Nie patrzyłam na nią, szuka­jąc widocznych oznak zespołu Dow­na. Zach­wycałam się moją córeczką.
Po kilku godz­i­nach lekar­ka wzięła Gabrysię na badanie, a pani Ola dopiero wtedy przy­pom­ni­ała sobie, że prze­cież jej córecz­ka może nie być zdrowa. Poczuła lek­ki niepokój. Przy pier­wszej okazji zapy­tała lekarkę, czy z dziew­czynką wszys­tko jest w porząd­ku, ponieważ lekarze pode­jrze­wali u niej zespół Dow­na. – Usłysza­łam, że mam się nie den­er­wować, bo to jest zdrowe dziecko – mówi z uśmiechem pani Ola.
Obec­nie Gabrysia ma trzy i pół roku i jest rados­nym, zdrowym dzieck­iem, podob­nie zresztą jak jej starsze siostry. Pani Ola do dzisi­aj pamię­ta, co najbardziej przeżyła w całej tej his­torii. – Wstrząs­nęło mną to, że abor­c­ja jest niemal na wyciąg­nię­cie ręki – stwierdza ze smutkiem w głosie. Po chwili doda­je: – Z per­spek­ty­wy cza­su wiem, że mogłam poprzes­tać tylko na USG gene­ty­cznym. Nieza­leżnie od tego, czy Gabrysia urodz­iła­by się zdrowa czy cho­ra, to byśmy ją tak samo kochali.

NasiBohaterowie

Bez Wyjątków